sobota, 22 września 2012

1



Kap. Kap. Kap. Cichy kapuśniaczek stukał w szyby domu Karoliny Kędzior. Trzynastoletnia dziewczyna z burzą brązowych loków na głowie. Ciemno brązowe oczy i szeroki uśmiech. Miała dużo piegów i była zadziorna, ale szlachetna. Ubierała się w długie bluzki w szerokie paski i ciemne, długie spodnie.
 Nie miała przyjaciół. Mieszkała na pustkowiu. Jej dom był oddalony od miasta i jej szkoły o jakieś 10 kilometrów. Obok niej mieszkali starzy, zrzędliwi sąsiedzi. Gdy tylko ją widzieli mówili: „Jaka dziwna dziewczynka!” Albo: „Co ona ma na głowie?!” W szkole też jej nie lubili. Ciągle się z niej i jej włosów śmiali, ale ona je lubiła.
Pewnego dnia oglądając te same nudne obrazy i te same spróchniałe deski domu Karolina odkryła właz, który znajdował się na suficie, co najmniej 3 metry nad ziemią. Zaciekawiona tym odkryciem poszła spytać mamę o pomoc. Kobieta, która ją wychowywała pragnęła tylko, aby jej nie przeszkadzać. Każde słowo Karoliny było dla niej utrapieniem, ponieważ pracę wykonywała w domu. Pisała książki o roślinach i zwierzętach. Potrzebowała spokoju i skupienia i nie cierpiała, gdy córka jej przeszkadzała.
         Karolina powoli i na palcach podeszła do mamy siedzącej przy laptopie i powiedziała.
-Mamo?
-Słucham? – odpowiedziała łagodnie mama.
-Bo wiesz… znalazłam taki właz tam na korytarzu, mogę ci pokazać? – spytała delikatnie Karolina.
-Ale gdy zrobię co tam chcesz to przestaniesz mi przeszkadzać? – oznajmiła zniecierpliwiona matka.
-Tak jasne! – ucieszyła się Karolina.
W końcu coś innego, pomyślała.
         Poszły wraz z mamą do miejsca znalezionego przez Karolinę. Dziewczyna czuła narastające podniecenie i gdy doszły do tego miejsca jej ręka wystrzeliła w górę i pokazała mamie właz. Mama Karoliny spojrzała na nią wymownie.
-Jak ja mam ci to u licha otworzyć?! – zapytała i podparła się rękami na biodrach.
-Nie wiem, ale powiedziałaś, że zrobisz, co zechcę – oznajmiła ważnie Karolina i skrzyżowała ręce na piersiach.
-Dobra, słuchaj, jak tata przyjdzie z pracy poprosimy, aby otworzył ten właz – powiedziała mama.
Karolina zrobiła ucieszoną minę. Ten dom skrywał tyle tajemnic. Mieszkała tu już od trzynastu lat i wiedziała tak mało o tym domku.
         Wiedziała tylko, że rodzice odziedziczyli go po jej dziadku i zamieszkali tu przed zajściem w ciąże mamy. Potem znaleźli tu pracę i nawet nieźle im się powodziło. Dom był stary i spróchniały. Na zewnątrz był wielki ogród pełen zbitej ziemi, która nie nadawała się do uprawy. Mimo to rosło tam kilka drzew. Była stara, zardzewiała huśtawka, na którą Karolina bała się wejść, ponieważ myślała, że zaraz się zawali. Ściany domu były zielonkawe, a dach brązowy. W wyobraźni Karoliny dom wyglądał niesamowicie, a gdy otwierała oczy ukazywała jej się stara, zawalona rudera.
-Mamo wychodzę na dwór! – zawołała Karolina i już zakładała kalosze i kurtkę.
-Karolino, chyba pada! – odpowiedziała jej mama z gabinetu.
Karolina wydała z siebie cichy pomruk.
No i co z tego, że pada? Przecież teraz jest najlepszy czas na zabawę! Pomyślała. Poszła do swojego pokoju, którego nie cierpiała i położyła się na łóżku.
         Jej pokój był pomarańczowo – zielony i miał na ścianie motyw Paryża. Spojrzała na niego przymrużając oczy. Był mały i pełen niepotrzebnych śmieci. Jakieś płyty, stare muszelki… Wszystko, co nie potrzebne! Marzyła o brązowym pokoju z motywem siatkówki na ścianie i pełnym najciekawszych książek. Uwielbiała czytać. Pobudzało to jej wyobraźnię i czasem nie mogła się oderwać od tych wszystkich czarów i magii zawartych w książkach. Wzięła stary notes z biurka i zaczęła w nim bazgrać. Spojrzała przez okno. Ciągle kapał deszcz. Może to i dobrze? Pomyślała.
 Nagle coś usłyszała. STUK, STUK. W okno pukał czarny kot. Nie zawahała się i szybko go wpuściła. Był przemoczony i śmierdział jakimiś rybami.
-Poczekaj tu, pójdę ci przynieść mleko – oznajmiła i posadziła kota na łóżku.
Zleciała na dół po mleko i zaniosła szybko kotu. Wlała mu do miski znalezionej w szafce, a kot tylko pomachał jej ogonem i zamrugał oczami. Wypił całe.
-Co tu robisz? – spytała i pogłaskała go po głowie.
Kot zamruczał.
-Nie widzisz, że pada na dworze? – zapytał jakiś niski głos zgryźliwie.
-Kto to? – powiedziała przestraszona i spojrzała niepewnie na kota.
-No ja, a kto? – zapytał kot.
-Koty nie mówią, to mi się śni – oznajmiła i uszczypnęła się w rękę.
-Ja mówię, inni też potrafią, ale wolą być jak zwierzęta. Mówią, że ludzie by ich wszystkich wygonili jakby się do nich odezwali– oznajmił głos wydobywający się z ust kota.
-Nieźle – powiedziała cicho Karolina, wciąż lekko niedowierzając. – Jak masz na imię?
-A jak byś chciała? – zapytał.
-Hm… Może Horacy? Nie – powiedziała widząc kwaśną minę kota. – Chcesz, żeby to było ludzkie imię, czy raczej mam coś wymyśleć?
-A jak byś chciała? – zapytał ponownie kot.
-No cóż. Mi obojętnie. Nie chciałabym mówić do ciebie „kot”. Zostaniesz ze mną prawda? – spytała z nadzieją w głosie.
-A jakbyś chciała? – spytał znów kot, a Karolina zaczynała się nieco niecierpliwić.
-Chciałabym – oznajmiła. –Ja bym została przy Horacym. Pasuje do ciebie.
-Niech będzie – powiedział Horacy liżąc obojętnie łapkę.
-Odkryłam właz w tym domu. Tata przyjdzie i mi go otworzy. Chciałbyś ze mną pójść? Tylko musimy cię ukrywać, bo moi rodzice by mnie ukatrupili jakby się dowiedzieli, że mam kota – powiedziała Karolina.
-Właz? – zaciekawił się Horacy.
-Tak, tak. Trzynaście lat tu już mieszkam i go nie widziałam, ale gapa ze mnie. No nie wiem, co się za nim kryje. Może jakieś pamiątki po babci, po której odziedziczyliśmy ten dom…
-Rozmawiałem dziś z innymi kotami – przerwał jej Horacy. – Mówią, że zbliża się niebezpieczeństwo.
-I? – spytała Karolina i wyciągnęła się na łóżku.
-I mówią, że już niedługo stanie się coś złego w jednym z tych domów. Więc poszedłem sprawdzić, co tu jest i pukałem do wszystkich okien. Wszyscy mnie przepędzali, aż w końcu dotarłem do ciebie Karolino.
-Zaraz. Skąd wiesz jak się nazywam. Nie podawałam ci mojego imienia – oznajmiła Karolina, podniosła się na łóżku i spojrzała niepewnie na kota.
-Znam stąd wszystkich. Koty mają pamięć do twarzy – oznajmił spokojnie Horacy.
-Tak, tak. Rozumiem – powiedziała Karolina i znów padła na łóżko. – Kiedy ten tata przyjdzie? Chcę zobaczyć, co tam jest!
Horacy tylko pokręcił głową i przeszedł zgrabnie przez łóżko, aby położyć się obok Karoliny na poduszce.
         Później gawędzili jeszcze trochę, a potem rozległ się trzask otwieranych i zamykanych drzwi. Tata przybył do domu. 


________
No to zapraszam na 1 rozdział! Szablon został stworzony dla mnie, jest piękny, lecz plik zostałzrobiony za duży,aby go tu dodoać. No nic... 
Zostanę przy gwiaździstym lub sama coś zrobię!
Czytasz - komentujesz, nie ma innej opcji ;)) 
Do zobaczenia! ;)

1 komentarz:

  1. Droga nobody, oczywiście wszystko jest do zmiany. Odezwij się do mnie na gg to wspólnie poszukamy jakiegoś zdjęcia, które będzie ci pasowało i zrobię dla ciebie bez kolejki szablonik. Moje gg to 8546568 im szybciej się odezwiesz tym szybciej zrobię poprawki. Wybacz, ale gdy nie ma człowiek zdjęć posiłkuje się tym co sam znajdzie, a to jak widać, nie zawsze jest trafne. :) To żaden problem. Serdecznie pozdrawiam http://malach-tow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń