Karolina
jak burza poleciała do taty budząc przy tym odpoczywającego kota. Spojrzał na
nią z naburmuszoną miną, gdy pędem wylatywała przez brązowe drzwi.
-Tato!
Tato! – krzyknęła Karolina.
-Cześć!
– powiedział tata. – Co jest?
-Bo
znalazłam taki właz i mama powiedziała, że jak przyjdziesz, to poprosi cię
żebyś otworzył – oznajmiła jednym tchem.
-Spokojnie,
daj mi się rozpakować! – powiedział tata Karoliny zmęczonym głosem.
-Czyli
otworzysz? – spytała i aż podskoczyła w miejscu z radości.
-Taak
– powiedział tata i udał się do kuchni, gdzie czekała na niego kolacja.
-Karolino,
zjesz z nami? – zapytała z kuchni mama.
Karolina
dopiero teraz poczuła, jaka jest głodna. Pokiwała głową i usiadła przy stole.
Tata snuł różne historie z pracy i opowiadał mamie o tym jak się pokłócił z
jego zrzędliwym szefem. Karolina nie zwracała na niego uwagi. Jej myśli krążył
wokół gadającego kota i nowo odkrytej kryjówki. Wzięła nie patrząc na rodziców
miskę i wrzuciła do niej kilka kawałków mięsa z kolacji.
-Karolino,
po co ci to? – spytał tata.
-Na
później – odparła Karolina i uśmiechnęła się.
Tata
wrócił do rozmowy z mamą.
Po kolacji Karolina udała się do pokoju
i dała Horacemu jego kolację. Kot zamruczał dźwięcznie i zabrał się do
pałaszowania. Karolina usłyszała głos z dołu.
-Karolino?!
Pokaż mi ten… to… to coś! – krzyknął tata.
Karolina
zbiegła na dół i pokazała tacie miejsce, które tak ją interesowało.
-No
dobrze. Poczekaj. Przyniosę drabinę – oznajmił tata i po chwili wrócił z
srebrną drabiną i kołkiem.
Wszedł na drabinę i uderzył kołkiem
prosto we właz. Nie otworzył się. Spróbował jeszcze raz i klapa otworzyła się z
hukiem i kołami kurzu.
-Tato?
– spytała Karolina.
-Tak?
-Jak
ja mam tam wejść?
-A no
tak – oznajmił ojciec i wyszedł, a po chwili wrócił z większą drabiną.
-Czemu
nie mogłeś wziąć tej drabiny od razu? – zapytała Karolina i parsknęła śmiechem.
-Och,
nie pomyślałem. Właź tam i nie zawracaj mi już głowy! – powiedział tata i
odszedł rozbawiony swoją własną głupotą.
Karolina pobiegła do pokoju. Wzięła
torbę, spakowała do niej długopis, notes, latarkę i scyzoryk oraz kota.
-Karolino?
– zapytał kot.
-Ciszej
Horacy. Tak, co chcesz?
-Nie
boisz się, że znajdziemy tam coś, co przysporzy nam kłopotów? – spytał i
zamruczał groźnie.
-Nie,
to tylko stary strych – odparła dzielnie Karolina.
Weszli
razem na drabinę. Karolina zakasłała. Duża ilość kurzu wpadła jej do nosa i
podrażniła nozdrza. Nie było nic widać. Zapaliła latarkę. Weszli do wielkiego,
zakurzonego pomieszczenia z różnymi starymi meblami, szafkami i które miało
pełno zakrytych płachtami skarbów. Karolina wypuściła Horacego z torby i powoli
zaglądała pod wszystkie płachty.
Pod jedną była wielka szafa, w której
wisiało pełno starych, zjedzonych przez mole ubrań. Pod drugą stała stara,
spleśniała komoda, w której było pełno mysz, a pod trzecią stał wielki,
drewniany żołnierz. Karolina przystanęła na chwile przy nim. Miał krzaczaste
wąsy, duże oczy pełne wiary i woli do walki. Na ramieniu wisiała mu strzelba.
Był wyprostowany i ubrany w mundur. Przez chwile Karolina pomyślała, że oczy
żołnierza się poruszyły, ale to było na pewno złudzenie. Odeszła pośpiesznie od
niego. Spojrzała na drzwi obok wielkiego stołu, na którym stały porozrzucane
butelki.
-Horacy!
– szepnęła.
Kot
wyłonił się spod zakurzonej kanapy.
Spojrzał
na nią i nic nie odpowiedział.
-Patrz,
kolejne drzwi! – oznajmiła Karolina.- Myślisz, że powinniśmy?
Kot
kiwnął przecząco głową.
-Spróbujmy
chociaż! – oznajmiła i podeszła bliżej. Przekręciła powoli gałkę. Drzwi się nie
otworzyły.
-Mówiłem
– powiedział kot i poszedł zgrabnie na kanapę.
-Kocie,
jak myślisz, co to za miejsce? – zapytała Karolina oglądając stare, połamane
krzesła.
-Myślę,
że to zwykłe stare mieszkanie. Po prostu to jest piętro – oznajmił kot i
zamknął oczy.
-Chodźmy
już. Tu niczego nie ma. Może przyjdziemy tu za dnia? Będzie widniej – rzekła
Karolina i zaczęła schodzić po drabinie na dół.
Kot
wsunął się jej do torby.
-Chodźmy
spać – szepnęła.
Horacy
tylko mruknął porozumiewawczo. Poszli do pokoju Karoliny. Oboje położyli się na
łóżku i zasnęli.
Karolinie śniło się, że była w tym
tajemniczym pokoju. Rozmawiała z żołnierzem, który był z drewna.
-Musisz
mi pomóc! – mówił.
-Jak
mam ci pomóc? – pytała Karolina.
Lecz
sen był nieco zniekształcony. Słowa żołnierza były nie zrozumiałe. Karolina nie
mogła sobie przypomnieć, co mówił. Rano razem z Horacym postanowili pójść i
sprawdzić, o co chodziło żołnierzowi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz