wtorek, 1 stycznia 2013

~2~



Karolina jak burza poleciała do taty budząc przy tym odpoczywającego kota. Spojrzał na nią z naburmuszoną miną, gdy pędem wylatywała przez brązowe drzwi.
-Tato! Tato! – krzyknęła Karolina.
-Cześć! – powiedział tata. – Co jest?
-Bo znalazłam taki właz i mama powiedziała, że jak przyjdziesz, to poprosi cię żebyś otworzył – oznajmiła jednym tchem.
-Spokojnie, daj mi się rozpakować! – powiedział tata Karoliny zmęczonym głosem.
-Czyli otworzysz? – spytała i aż podskoczyła w miejscu z radości.
-Taak – powiedział tata i udał się do kuchni, gdzie czekała na niego kolacja.
-Karolino, zjesz z nami? – zapytała z kuchni mama.
Karolina dopiero teraz poczuła, jaka jest głodna. Pokiwała głową i usiadła przy stole. Tata snuł różne historie z pracy i opowiadał mamie o tym jak się pokłócił z jego zrzędliwym szefem. Karolina nie zwracała na niego uwagi. Jej myśli krążył wokół gadającego kota i nowo odkrytej kryjówki. Wzięła nie patrząc na rodziców miskę i wrzuciła do niej kilka kawałków mięsa z kolacji.
-Karolino, po co ci to? – spytał tata.
-Na później – odparła Karolina i uśmiechnęła się.
Tata wrócił do rozmowy z mamą.
         Po kolacji Karolina udała się do pokoju i dała Horacemu jego kolację. Kot zamruczał dźwięcznie i zabrał się do pałaszowania. Karolina usłyszała głos z dołu.
-Karolino?! Pokaż mi ten… to… to coś! – krzyknął tata.
Karolina zbiegła na dół i pokazała tacie miejsce, które tak ją interesowało.
-No dobrze. Poczekaj. Przyniosę drabinę – oznajmił tata i po chwili wrócił z srebrną drabiną i kołkiem.
         Wszedł na drabinę i uderzył kołkiem prosto we właz. Nie otworzył się. Spróbował jeszcze raz i klapa otworzyła się z hukiem i kołami kurzu.
-Tato? – spytała Karolina.
-Tak?
-Jak ja mam tam wejść?
-A no tak – oznajmił ojciec i wyszedł, a po chwili wrócił z większą drabiną.
-Czemu nie mogłeś wziąć tej drabiny od razu? – zapytała Karolina i parsknęła śmiechem.
-Och, nie pomyślałem. Właź tam i nie zawracaj mi już głowy! – powiedział tata i odszedł rozbawiony swoją własną głupotą.
         Karolina pobiegła do pokoju. Wzięła torbę, spakowała do niej długopis, notes, latarkę i scyzoryk oraz kota.
-Karolino? – zapytał kot.
-Ciszej Horacy. Tak, co chcesz?
-Nie boisz się, że znajdziemy tam coś, co przysporzy nam kłopotów? – spytał i zamruczał groźnie.
-Nie, to tylko stary strych – odparła dzielnie Karolina.
Weszli razem na drabinę. Karolina zakasłała. Duża ilość kurzu wpadła jej do nosa i podrażniła nozdrza. Nie było nic widać. Zapaliła latarkę. Weszli do wielkiego, zakurzonego pomieszczenia z różnymi starymi meblami, szafkami i które miało pełno zakrytych płachtami skarbów. Karolina wypuściła Horacego z torby i powoli zaglądała pod wszystkie płachty.
         Pod jedną była wielka szafa, w której wisiało pełno starych, zjedzonych przez mole ubrań. Pod drugą stała stara, spleśniała komoda, w której było pełno mysz, a pod trzecią stał wielki, drewniany żołnierz. Karolina przystanęła na chwile przy nim. Miał krzaczaste wąsy, duże oczy pełne wiary i woli do walki. Na ramieniu wisiała mu strzelba. Był wyprostowany i ubrany w mundur. Przez chwile Karolina pomyślała, że oczy żołnierza się poruszyły, ale to było na pewno złudzenie. Odeszła pośpiesznie od niego. Spojrzała na drzwi obok wielkiego stołu, na którym stały porozrzucane butelki.
-Horacy! – szepnęła.
Kot wyłonił się spod zakurzonej kanapy.
Spojrzał na nią i nic nie odpowiedział.
-Patrz, kolejne drzwi! – oznajmiła Karolina.- Myślisz, że powinniśmy?
Kot kiwnął przecząco głową.
-Spróbujmy chociaż! – oznajmiła i podeszła bliżej. Przekręciła powoli gałkę. Drzwi się nie otworzyły.
-Mówiłem – powiedział kot i poszedł zgrabnie na kanapę.
-Kocie, jak myślisz, co to za miejsce? – zapytała Karolina oglądając stare, połamane krzesła.
-Myślę, że to zwykłe stare mieszkanie. Po prostu to jest piętro – oznajmił kot i zamknął oczy.
-Chodźmy już. Tu niczego nie ma. Może przyjdziemy tu za dnia? Będzie widniej – rzekła Karolina i zaczęła schodzić po drabinie na dół.
Kot wsunął się jej do torby.
-Chodźmy spać – szepnęła.
Horacy tylko mruknął porozumiewawczo. Poszli do pokoju Karoliny. Oboje położyli się na łóżku i zasnęli.
         Karolinie śniło się, że była w tym tajemniczym pokoju. Rozmawiała z żołnierzem, który był z drewna.
-Musisz mi pomóc! – mówił.
-Jak mam ci pomóc? – pytała Karolina.
Lecz sen był nieco zniekształcony. Słowa żołnierza były nie zrozumiałe. Karolina nie mogła sobie przypomnieć, co mówił. Rano razem z Horacym postanowili pójść i sprawdzić, o co chodziło żołnierzowi.

sobota, 22 września 2012

1



Kap. Kap. Kap. Cichy kapuśniaczek stukał w szyby domu Karoliny Kędzior. Trzynastoletnia dziewczyna z burzą brązowych loków na głowie. Ciemno brązowe oczy i szeroki uśmiech. Miała dużo piegów i była zadziorna, ale szlachetna. Ubierała się w długie bluzki w szerokie paski i ciemne, długie spodnie.
 Nie miała przyjaciół. Mieszkała na pustkowiu. Jej dom był oddalony od miasta i jej szkoły o jakieś 10 kilometrów. Obok niej mieszkali starzy, zrzędliwi sąsiedzi. Gdy tylko ją widzieli mówili: „Jaka dziwna dziewczynka!” Albo: „Co ona ma na głowie?!” W szkole też jej nie lubili. Ciągle się z niej i jej włosów śmiali, ale ona je lubiła.
Pewnego dnia oglądając te same nudne obrazy i te same spróchniałe deski domu Karolina odkryła właz, który znajdował się na suficie, co najmniej 3 metry nad ziemią. Zaciekawiona tym odkryciem poszła spytać mamę o pomoc. Kobieta, która ją wychowywała pragnęła tylko, aby jej nie przeszkadzać. Każde słowo Karoliny było dla niej utrapieniem, ponieważ pracę wykonywała w domu. Pisała książki o roślinach i zwierzętach. Potrzebowała spokoju i skupienia i nie cierpiała, gdy córka jej przeszkadzała.
         Karolina powoli i na palcach podeszła do mamy siedzącej przy laptopie i powiedziała.
-Mamo?
-Słucham? – odpowiedziała łagodnie mama.
-Bo wiesz… znalazłam taki właz tam na korytarzu, mogę ci pokazać? – spytała delikatnie Karolina.
-Ale gdy zrobię co tam chcesz to przestaniesz mi przeszkadzać? – oznajmiła zniecierpliwiona matka.
-Tak jasne! – ucieszyła się Karolina.
W końcu coś innego, pomyślała.
         Poszły wraz z mamą do miejsca znalezionego przez Karolinę. Dziewczyna czuła narastające podniecenie i gdy doszły do tego miejsca jej ręka wystrzeliła w górę i pokazała mamie właz. Mama Karoliny spojrzała na nią wymownie.
-Jak ja mam ci to u licha otworzyć?! – zapytała i podparła się rękami na biodrach.
-Nie wiem, ale powiedziałaś, że zrobisz, co zechcę – oznajmiła ważnie Karolina i skrzyżowała ręce na piersiach.
-Dobra, słuchaj, jak tata przyjdzie z pracy poprosimy, aby otworzył ten właz – powiedziała mama.
Karolina zrobiła ucieszoną minę. Ten dom skrywał tyle tajemnic. Mieszkała tu już od trzynastu lat i wiedziała tak mało o tym domku.
         Wiedziała tylko, że rodzice odziedziczyli go po jej dziadku i zamieszkali tu przed zajściem w ciąże mamy. Potem znaleźli tu pracę i nawet nieźle im się powodziło. Dom był stary i spróchniały. Na zewnątrz był wielki ogród pełen zbitej ziemi, która nie nadawała się do uprawy. Mimo to rosło tam kilka drzew. Była stara, zardzewiała huśtawka, na którą Karolina bała się wejść, ponieważ myślała, że zaraz się zawali. Ściany domu były zielonkawe, a dach brązowy. W wyobraźni Karoliny dom wyglądał niesamowicie, a gdy otwierała oczy ukazywała jej się stara, zawalona rudera.
-Mamo wychodzę na dwór! – zawołała Karolina i już zakładała kalosze i kurtkę.
-Karolino, chyba pada! – odpowiedziała jej mama z gabinetu.
Karolina wydała z siebie cichy pomruk.
No i co z tego, że pada? Przecież teraz jest najlepszy czas na zabawę! Pomyślała. Poszła do swojego pokoju, którego nie cierpiała i położyła się na łóżku.
         Jej pokój był pomarańczowo – zielony i miał na ścianie motyw Paryża. Spojrzała na niego przymrużając oczy. Był mały i pełen niepotrzebnych śmieci. Jakieś płyty, stare muszelki… Wszystko, co nie potrzebne! Marzyła o brązowym pokoju z motywem siatkówki na ścianie i pełnym najciekawszych książek. Uwielbiała czytać. Pobudzało to jej wyobraźnię i czasem nie mogła się oderwać od tych wszystkich czarów i magii zawartych w książkach. Wzięła stary notes z biurka i zaczęła w nim bazgrać. Spojrzała przez okno. Ciągle kapał deszcz. Może to i dobrze? Pomyślała.
 Nagle coś usłyszała. STUK, STUK. W okno pukał czarny kot. Nie zawahała się i szybko go wpuściła. Był przemoczony i śmierdział jakimiś rybami.
-Poczekaj tu, pójdę ci przynieść mleko – oznajmiła i posadziła kota na łóżku.
Zleciała na dół po mleko i zaniosła szybko kotu. Wlała mu do miski znalezionej w szafce, a kot tylko pomachał jej ogonem i zamrugał oczami. Wypił całe.
-Co tu robisz? – spytała i pogłaskała go po głowie.
Kot zamruczał.
-Nie widzisz, że pada na dworze? – zapytał jakiś niski głos zgryźliwie.
-Kto to? – powiedziała przestraszona i spojrzała niepewnie na kota.
-No ja, a kto? – zapytał kot.
-Koty nie mówią, to mi się śni – oznajmiła i uszczypnęła się w rękę.
-Ja mówię, inni też potrafią, ale wolą być jak zwierzęta. Mówią, że ludzie by ich wszystkich wygonili jakby się do nich odezwali– oznajmił głos wydobywający się z ust kota.
-Nieźle – powiedziała cicho Karolina, wciąż lekko niedowierzając. – Jak masz na imię?
-A jak byś chciała? – zapytał.
-Hm… Może Horacy? Nie – powiedziała widząc kwaśną minę kota. – Chcesz, żeby to było ludzkie imię, czy raczej mam coś wymyśleć?
-A jak byś chciała? – zapytał ponownie kot.
-No cóż. Mi obojętnie. Nie chciałabym mówić do ciebie „kot”. Zostaniesz ze mną prawda? – spytała z nadzieją w głosie.
-A jakbyś chciała? – spytał znów kot, a Karolina zaczynała się nieco niecierpliwić.
-Chciałabym – oznajmiła. –Ja bym została przy Horacym. Pasuje do ciebie.
-Niech będzie – powiedział Horacy liżąc obojętnie łapkę.
-Odkryłam właz w tym domu. Tata przyjdzie i mi go otworzy. Chciałbyś ze mną pójść? Tylko musimy cię ukrywać, bo moi rodzice by mnie ukatrupili jakby się dowiedzieli, że mam kota – powiedziała Karolina.
-Właz? – zaciekawił się Horacy.
-Tak, tak. Trzynaście lat tu już mieszkam i go nie widziałam, ale gapa ze mnie. No nie wiem, co się za nim kryje. Może jakieś pamiątki po babci, po której odziedziczyliśmy ten dom…
-Rozmawiałem dziś z innymi kotami – przerwał jej Horacy. – Mówią, że zbliża się niebezpieczeństwo.
-I? – spytała Karolina i wyciągnęła się na łóżku.
-I mówią, że już niedługo stanie się coś złego w jednym z tych domów. Więc poszedłem sprawdzić, co tu jest i pukałem do wszystkich okien. Wszyscy mnie przepędzali, aż w końcu dotarłem do ciebie Karolino.
-Zaraz. Skąd wiesz jak się nazywam. Nie podawałam ci mojego imienia – oznajmiła Karolina, podniosła się na łóżku i spojrzała niepewnie na kota.
-Znam stąd wszystkich. Koty mają pamięć do twarzy – oznajmił spokojnie Horacy.
-Tak, tak. Rozumiem – powiedziała Karolina i znów padła na łóżko. – Kiedy ten tata przyjdzie? Chcę zobaczyć, co tam jest!
Horacy tylko pokręcił głową i przeszedł zgrabnie przez łóżko, aby położyć się obok Karoliny na poduszce.
         Później gawędzili jeszcze trochę, a potem rozległ się trzask otwieranych i zamykanych drzwi. Tata przybył do domu. 


________
No to zapraszam na 1 rozdział! Szablon został stworzony dla mnie, jest piękny, lecz plik zostałzrobiony za duży,aby go tu dodoać. No nic... 
Zostanę przy gwiaździstym lub sama coś zrobię!
Czytasz - komentujesz, nie ma innej opcji ;)) 
Do zobaczenia! ;)

wtorek, 4 września 2012

Na początek.

Witam. Dzisiaj bym chciała napisać Wam kilka ważnych spraw.
Mianowicie:

Szablon opowiadania, gdy będzie zrobiony i umieszczony tutaj dopiero wtedy dodam pierwszy rozdział.
Zachęcam do dodawania do obserwatorów mojego bloga, ponieważ zawszę będę odwiedzała Wasze i gdy mi się spodobają z chęcią je umieszczę do zakładki --> Oni potrafią pisać! :)
Oczywiście nie zmuszam do dodania do obserwatorów, bo nie każdemu może się spodobać to, co tu udostępniam.


Na razie tyle. Jeśli sobie coś przypomnę, dodam tutaj.
Do zobaczenia! :)